RSS
 

O tym jak dzielna owca próbuje wyrwać się ze stada i iść drogą z soczystą trawą, czyli jak próbuję być sobą i zemsta Sary…

23 sty

Cisza przedłużała się, a wszyscy gapili się na mnie, jakbym była duchem. Przesunęłam wzrokiem po zebranych w moim pokoju osobach. Natasha, Jennifer, Bill, David, Tom, Jade, Elena…no i oczywiście Sara. Znałam ich i jeszcze do niedawna nie wyobrażałam sobie, żeby spędzić popołudnie bez tego towarzystwa. Przed oczami migały mi urywki gorących imprez, na których muzyka dudniła mi w uszach, a alkohol szumiał w głowie. Wtedy ta cała maskarada mi nie przeszkadzała. Wtedy nie widziałam w niczym problemu. Teraz zachowuję się jak nasza gosposia, która za każdym razem wpadała do mojego pokoju i kazała ściszyć „ten jazgot”.

- Kochana, co się z tobą stało? Wyglądasz jakby napadł cię gang raperów w drodze do domu – Sara podeszła do mnie, uśmiechając się słodko i dotknęła lekko moich podrapanych ramion. Teraz rozumiem, czemu wszyscy mieli taki strach w oczach. Musiałam wyglądać upiornie. – Spokojnie, zaraz coś na to poradzimy. W końcu jest impreza. Znieczulimy cię i zapomnisz…o tym. Bill? – pstryknęła palcami, a blondyn od razu ruszył w naszą stronę ze szklaneczką alkoholu

Przełknęłam ślinę i powoli rozprostowałam palce. To nie jest ich wina, że tu przyszli. Nie wiedzieli, że to nie ja jestem organizatorką. Jak zwykle robili wszystko pod dyktando Sary. Ja już z tym skończyłam. Właśnie w tym momencie.

- Nie – wyszarpnęłam się z jej uścisku – Nie będzie żadnego znieczulania – dodałam wypranym z emocji głosem

- Aż tak cię boli? No dobrze, może pójdę po jakieś tabletki do Marthy, ale na litość…jesteś gospodarzem imprezy. Nie powinnaś się pokazywać gościom w takim stanie – powiedziała ciszej

- Ja? Ja jestem..?! – krzyknęłam – No tak…jestem gospodarzem – olśniło mnie – Nie ty, ale ja! Więc nie masz prawa urządzać imprezy pod moim dachem bez mojej zgody! Zabieraj swoich gości i wynocha. Koniec imprezy! – złapałam ją za rękę. Dziewczyna wytrzeszczyła oczy, nie spodziewając się po mnie takiej reakcji. Jednak zaskoczenie szybko przerodziło się w gniew, a w jej oczach błysnęły wściekłe iskry. Puściłam ją, ale trwało to tak krótko, że nikt tego nie zauważył.

- Jak to bez twojej zgody? Sara powiedziała, że to ty nas zaprosiłaś! – włączył się Tom, a reszta osób go poparła – Co tu się dzieje?

- Nikogo nie zapraszałam, idioci – nie wytrzymałam – A gdybym to zrobiła, powiadomiłabym was osobiście, nie sądzicie?

- Sara, powiedz prawdę – Jade, ciemnoskóra dziewczyna w cekinowej sukience mini skrzyżowała ręce i podeszła do nas. Zawsze była konkretna i teraz pewnie jest wściekła, że dała się w coś takiego wrobić. Jej rodzice mieli własną klinikę chirurgi plastycznej.

- Prawdę? Ależ to jest prawda! – powiedziała Sara, modulując głosem, żeby odegrać pokrzywdzoną sierotkę. Przewróciłam oczami. Dobrze znałam ten numer. Nauczyła się tego sposobu w podstawówce i działał do tej pory. Tylko że nigdy nie wykorzystywała go przeciwko mnie. – Dziś po południu spotkałyśmy się w klubie jeździeckim, Jennifer i Natasha mogą poświadczyć – kiwnęła na koleżanki, który wywołane do odpowiedzi wyprostowały się jak struny.

- Doprawdy? – uniosłam brwi zaskoczona

- Tak – Natasha przeciągała zgłoski – Spotkałyśmy się w klubie – dodała szybko widząc spojrzenie Sary. Jennifer pokiwała z zapałem głową. Czułam, że gorąco napływa mi do policzków. Co one kombinują?

- Spotkałyśmy się i wtedy Lana powiedziała mi, że chciałaby urządzić imprezę w ramach przeprosin, za to, jak potraktowała nas w Starbucksie – Sara ciągnęła swój lament

- A jak was potraktowała? – zapytała Elena, mrużąc oczy

- Okropnie – pociągnęła nosem Sara – Zupełnie jej nie poznaję po tych wakacjach…Spotkaliśmy chłopców, chwilę z nimi porozmawiałyśmy, a Lana nagle wstała i oświadczyła, że musi iść.

- Tak, wyskoczyła jakby ktoś ją gonił – przytaknął Bill – To nie było ok, laska – spojrzał na mnie nieprzyjemnie

- Dobrze, że David zgodził się odwieźć nas do domu.

- O tak…bo gdybyś zamówiła taksówkę, korona by ci z głowy spadła – mruknęłam, zanim ugryzłam się w język. Teraz wszyscy patrzyli się na mnie jak na czarny charakter. Świetnie…właśnie o to jej chodzi.

- Widzicie, tak się naprawdę zachowuje – westchnęła Sara – A ja chciałam być dla niej po prostu miła. Nie było jej całe wakacje, nie odbierała nawet telefonu. Wybaczyłam jej to, bo jest moją najlepszą przyjaciółkę. – położyła rekę na sercu, a mnie zrobiło się niedobrze – Nie pytałam o nic, tylko uwierzyłam w bajeczkę o braku zasięgu, ale nie zasłużyłam sobie na takie traktowanie…co ja ci zrobiłam? – rozpłakała się jak prawdziwa aktorka

- Och Saro… – Jade, która stała obok nas przytuliła ją – Nic jej nie zrobiłaś.

- Nie, nie, chwileczkę…ona udaje, nie widzicie tego? – czułam, że tracę kontrolę

- Co udaje? – warknął David – To prawda, że nie odbierałaś od nas telefonów. Gdzie się podziewałaś tyle czasu, co? Może znalazłaś nowych przyjaciół?

- David, naprawdę nie miałam zasięgu na tej wyspie – zmarszczyłam brwi

- Widocznie świetnie się tam bawiłaś bez nas – uśmiechnęła się wrednie Natasha

- Właśnie, a teraz musiałaś wrócić do domu i jesteś wściekła, ale nie wyzywaj się na nas, idiotko – warknęła Jennifer

- W klubie jeździeckim powiedziałaś, że chcesz nas wszystkich przeprosić, wiec ściągnęłam ich tu dla ciebie – odezwała się znowu Sara. Widziała, że już wygrała – Ale ty…zjawiasz się spóźniona i to jeszcze w takim stroju. Jesteś wściekła nie wiadomo na co…co się z tobą dzieje?

- Demolujecie mi pokój, to się dzieje! – rozłożyłam ręce

- Och proszę cię, wiesz, że nie o to chodzi – żachnęła się Natasha – Szukasz pretekstu, żeby się nas pozbyć.

- Tak! Wróciłam do domu, jestem zmęczona i obolała, bo spadłam z konia. Chciałam się położyć, a tu słyszę, że w moim pokoju ktoś włączył muzykę na full i bawi się w najlepsze…

- Spadła z konia, ha! – zatriumfowała Jennifer – Nawet własny koń jej nie lubi!

- Nie, to nie tak… – zaczęłam, ale wszyscy zaczęli mówić równo ze mną – Przestańcie! Nie organizowałam żadnej imprezy! Nie spotkałam się z dziewczynami w klubie! Sara to wszystko wymyśliła, żeby się na mnie zemścić, bo taka właśnie jest!

- Ja taka jestem? – Sara zaśmiała się dziwnie – A kto ukrywał się przed nami cały dzień i siedział na stołówce przy stoliku dziwaków? – spojrzała na mnie wyzywająco. Wszyscy wstrzymali oddech.

- Lana, czy to prawda? Ukrywałaś się przed nami? – zdruzgotana Jade spojrzała mi w oczy – Dlaczego?

- Ja…ja po prostu…ubrałam się inaczej – zaczęłam się jąkać

- Myślisz, że ubranie cokolwiek zmieni? – prychnęła Sara – Jesteś jedną z nas, Lana. Nie ważne, czy ubierasz się jak my…

- Czyli jak zdzira? Nie już nie będę się tak ubierać – powiedziałam, a Sara natychmiast mnie spoliczkowała. Odskoczyłam do tyłu i złapałam się za policzek

- Jeszcze dwa miesiące temu też się tak ubierałaś i zachowywałaś – syknęła Sara – I nie przyszłoby ci do głowy, żeby tak mnie obrazić…jeszcze nikt mnie tak nie obraził…

- Zmieniłaś się Lana… – pokręcił głową Bill i objął ramieniem Sarę. Zaśmiałam się z bezsilności i przyłożyłam zaciśniętą pieść do buzi. Bill jest taki obleśny…pewnie zgadza się z tym co powiedziałam, ale będzie bronił Sary. Udaje, że ją obejmuje, chociaż tak naprawdę chodziło mu o to, żeby być bliżej i położyć łapy na jej wyeksponowanych cyckach.

- Nie wiem, kogo spotkałaś na tej cholernej wyspie, ale zapomniałaś przez to kim jesteś! A ja ci to przypomnę! – mówiła z pasją Sara – Pamiętasz jak chciałaś wykorzystać na imprezie pijanego Billa i…

- Przestań kłamać! – teraz to ja ją spoliczkowałam – I nie przypisuj mi swoich zasług. To ty chciałaś go wykorzystać i jeszcze kazałaś mi sterczeć pod drzwiami jego sypialni, żeby nikt wam nie przeszkodził – w złości zdradziłam jeden z sekretów Sary. Dziewczyna aż otworzyła usta ze złości. Wszyscy zaczęli między sobą szeptać.

- Naprawdę to zrobiłaś? Nic nie pamiętam – Bill podrapał się po głowie – A szkoda…

- Ona kłamie, nie słuchaj jej – Sara masowała powoli policzek, ale jej pewność siebie zmalała. Wiedziała, że nam w rękawie więcej takich bombowych newsów

- Dość tego, wychodźcie stąd. Impreza skończona – otworzyłam drzwi i kiwnęłam głową. Wszyscy z jękiem ruszyli do wyjścia.

- To najgorsza twoja impreza, mała – wskazał na mnie Bill, zakładając swoje ciemne okulary i przyciągając do swojego boku Sarę

- Pożałujesz tego… – powiedziała bezgłośnie Sara na odchodnym, a mnie przeszedł dreszcz. Właśnie zaczęłam z nią wojnę.

- Lana, to wszystko, co się dziś stało… – Tom podszedł do mnie nie pewnie

- Tom, przepraszam… – zaczęłam, spuszczając wzrok. Jeśli on uwierzył w to wszystko, co mówiła Sara…

- Tom! Chodź, bo nie podwiozę cię do domu! – krzyknął David

- Idź – przełknęłam ślinę – Pogadamy innym razem.

Tom pokiwał smutno głową i wyszedł. Odwróciłam się i zobaczyłam Natashę i Jennifer, które próbowały przemknąć się bokiem do drzwi. Gdyby nie ich kłamstwa, nie byłoby tej sytuacji.

- Dziewczyny? – skrzyżowałam ręce – Może mi coś powiecie?

- Spadaj Lana – zmrużyła oczy Natasha – Sara to nasza przyjaciółka.

- Dlatego do końca będziesz dla niej kłamała? O cokolwiek Sara poprosi ty to zrobisz bez mrugnięcia okiem? Gdyby ona jeszcze była taka lojalna w stosunku do was

- Prekrati! /Przestań!/ – krzyknęła po rosyjsku Natasha i wyszła szybkim krokiem z pokoju

- Jennifer, co ty robisz?

- Nie jesteś godna, żeby mieć w pokoju plakaty Justina Biebera – mówiła obrażała, ściągając plakaty

- Proszę bardzo, bierz go – prychnęłam – I tak dostałam je od ciebie…chcesz jeszcze Tylor Swift i Katy Perry?

- Zmieniłaś się Lana. Kiedyś lubiłaś imprezy, lubiłaś się wygłupiać tak jak my… – Jennifer spojrzała na mnie przerażona, a w jej oczach zalśniły łzy – Naprawdę myślisz, że ubieramy się jak… – zawiesiła głos. Nie odpowiedziałam tylko odwróciłam wzrok. Jennifer mruknęła coś pod nosem i wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami.

Zostałam sama z bałaganem. Westchnęłam ciężko i uklękłam na moim puszystym dywanie, teraz lepiącym się od coli. Przez otwarte okno słyszałam jak znajomi odjeżdżają swoimi samochodami z piskiem opon. Krzyżyk na drogę…żeby tylko wjechali prosto w bramę. Kiedy całe napięcie zaczęło opadać, poczułam jak obolała jestem…jutro zostaną mi siniaki po tym upadku. Jednak najbardziej bolał mnie policzek. Teraz już wiem, co czuł Will, który nie raz dostał ode mnie z liścia. To piecze jak cholera…najgorsze jest to, że przed oczami cały czas widzę twarz Sary. Zraniłam ją do żywego. Przez chwilę widziałam w niej moją Sarę…tą małą dziewczynkę, którą poznałam w przedszkolu. Jak mogła się zmienić w taką kreaturę?

Z trudem podniosłam się na nogi i zaczęłam sprzątać śmieci rozrzucone po pokoju. Chciałam się wyrobić przed powrotem rodziców. Zawsze przyjeżdżali do domu późno, ale mimo to chciałam zachować pozory, że nic się tu nie wydarzyło. Po jakimś czasie usłyszałam ciche pukanie do drzwi.

- Proszę – westchnęłam ciężko

- Nie przeszkadzam, panienko… – do pokoju zajrzała Martha – O Boże kochany, co za chlew! – skrzywiła się

- Tak…moi przyjaciele…to znaczy byli przyjaciele potrafią się bawić – prychnęłam, zawiązując worek pełen puszek po napojach energetycznych

- Szczerze powiedziawszy jestem po wrażeniem, że ich wyrzuciłaś – gosposia weszła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi

- Ja też Martho, ja też…

- Może zrób sobie przerwę. Wyglądasz na wykończoną – zasugerowała ze zmartwioną miną – Przyniosłam kanapki i kakao, bo nie jadłaś kolacji… – dodała cicho

- Och…zapomniałam o tym. Dziękuję, Martho – uśmiechnęłam się smutno – Jesteś kochana.

Usiadłam na brzegu łóżka i zaczęłam powoli jeść kanapki. Martha zrobiła je z moim ulubionym twarożkiem, tak jak wtedy, gdy byłam mała.

- Pokaż te ramiona. Co ci się stało? Wleciałaś do domu jak demon i od razu poleciałaś na górę… – Martha przysiadła obok mnie

- Spadłam z konia – przyznałam szczerze

- Persefona cię zrzuciła? Przecież to taki łagodny koń i znasz ją od tylu lat…

- To była moja wina. Zapomniałam, że Persefona to nie Winterknight…ale to dobrze. Przydał mi się taki zimny prysznic – mruknęłam, zadziwiając samą siebie

- Martwię się o ciebie, Lano – powiedziała cicho gosposia, przynosząc z łazienki wodę utlenioną i bandaże

- Tak? Dlaczego? – popiłam kanapkę kakao

- Zmieniłaś się i to bardzo – powiedziała, a ja nie mogłam się powstrzymać, żeby nie uśmiechnąć się półgębkiem – To jak się ubierasz, jak mówisz…i ta nagła zmiana przyjaciół. Rozmawiałam z Georgem. Lana, wiesz, że już bardzo dawno nie słyszałam jak mówisz „proszę”, „przepraszam”, „dziękuję”…

- Wiem, byłam okropna…AŁA – syknęłam, gdy Martha polała wodą utlenioną moje ramię – Przepraszam Martho – przytuliłam ją niespodziewanie – Nie byłam sobą. Wyspa Jorvik mnie zmieniła. Nie umiem już wrócić do tamtej Lany.

- Bardzo dobrze, chica. Taka Lana mi się podoba – pogłaskała mnie po głowie

- Ale wszyscy chcą tamtą Lanę – czułam, że do oczu napływają mi łzy

- Bo są głupi i ślepi. Sztuka życia polega na tym, żeby nie iść za stadem jak ta głupia owca, tylko wyrwać się z szalonego pędu na nieudeptaną ścieżkę. Tylko tam rośnie soczysta trawa – uśmiechnęła się i odgarnęła mi kosmyk włosów za ucho

- Łatwo mówić, ale gdy przychodzi do działania, ciężko jest przeciwstawić się tłumowi – zauważyłam

- Zrobiłaś już pierwszy krok – przypomniała Martha – Teraz tylko musisz w tym wytrwać – podeszła do szafy i wybrała z niej moją ulubioną zieloną podkoszulkę, w którą często ubierałam się do jazdy na Winterknighcie – Przebierz się. Wyprałam twoje ubrania.

- Dziękuję – uśmiechnęłam się – Uwielbiam tą koszulkę…

- Proszę bardzo…mówiłam ci o tym, jak się tu znalazłam? – zapytała nagle

- Nie, raczej nie – zmarszczyłam brwi

- Mieszkałam w wielodzietnej rodzinie w małej meksykańskiej wiosce. Byłam szóstą z kolei córką. Rodzice byli biedni, często nie mieli pieniędzy na jedzenie. Targ też był daleko. Żyliśmy z tego, co mój ojciec lub bracia upolowali. Pewnego dnia wprowadzono zarządzenie, że polowanie jest nielegalne. Zaczęliśmy głodować. Mimo, że ojciec i bracia poszli do pracy i tak nie mogliśmy kupić wystarczającej ilości produktów. Wtedy rodzice wpadli na pomysł, żeby wydać nas bogato za mąż. Matka wyjechała ze mną i siostrami do stolicy, zatrudniała się jako gosposia w domach bogaczów i nam również załatwiła podobną pracę. Kazała nam uwodzić synów naszych zamożnych pracodawców i doprowadzić do tego, żeby zajść z nimi w ciążę.

- To okrutne! Wykorzystałyście tych mężczyzn.

- Według tamtejszego prawa, żeby uniknąć skandalu, mężczyzna musiał poślubić kobietę, która urodzi jego dziecko. Moje siostry były posłuszne i widziały w tym oszustwie przyszłość dla siebie, ale ja nie mogłam tak postąpić. Chciałam wyjść za mąż z miłości, a nie dlatego, żeby uniknąć hańby.

- Uciekłaś ze stada – pokiwałam głową

- Dosłownie – zaśmiała się cicho Martha – Pewnej nocy uciekłam z domu i pod osłoną nocy udałam się do portu. Poprzedniego dnia umówiłam się z handlarzem, że przewiezie mnie przez granicę, a ja pomogę mu w interesie.

- Postawiłaś wszystko na jedną kartę? Odważna jesteś. – pokiwałam z uznaniem głową

- Czasem trzeba tak zrobić…zaryzykowałam bardzo dużo. Przecież ten handlarz mógł mnie zgwałcić, sprzedać jako niewolnicę, zabić…a jednak dotrzymał obietnicy i pomógł mi przejść przez granicę. Pracowała u niego przez kilka miesięcy, dopóki nie zdecydował się wrócić do Meksyku po kolejny towar. Ja zostałam w Arizonie. Od tej pory musiałam radzić sobie sama.

- I co zrobiłaś? Znalazłaś jaką pracę? – zainteresowałam się

- Musiałam coś znaleźć, żeby przeżyć. – zaśmiała się – Na szczęście potrzebowali młodej, ładnej dziewczyny w Las Vegas, więc zatrudniłam się w tamtejszym kasynie. Obrałam się w towarzystwie milionerów, gwiazd i szefów mafii. To były czasy… – uśmiechnęła się do swoich wspomnień – Wszystko układało się dobrze, dopóki właściciel kasyna nie kazał nam oszukiwać gości. Musiałam na to przystać, bo inaczej zgłosiłby mnie do urzędu i kazaliby mi wracać do kraju. Oczywiście długo nie udało mu się oszukiwać tych ludzi…

- Szybko się połapali?

- Tak, szefowie mafii to bystrzy ludzie. Grozili mojemu szefowi, że zapłacie im za straty. Pewnego wieczoru pewien biznesmen podszedł do mnie i powiedział na ucho, że za 10 minut mam stąd uciekać. Nie wiedziałam o co chodzi, myślałam, że to jakiś wariat, a takich nie brakowało w Las Vegas. Jednak okazało się, że facet mówił prawdę. Po 10 minutach gang zrobił nalot na kasyno. Strzelali na oślep.

- Udało ci się uciec?! Jak?

- Podświadomie byłam przygotowana na tą sytuację. Schowałam się pod stołem i czekałam na odpowiedni moment, żeby uciec. Wymknęłam się tylnym wyjściem. Tam czekał na mnie samochód. Byłam przerażona, ale okazało się, że to ten sam facet, który mnie ostrzegł. Zabrał mnie stamtąd, zanim przyjechała policja. Najwidoczniej mnie polubił, bo zaproponował pracę u siebie. Stwierdził, że teraz gdy zamordowali wszystkich w kasynie, pewnie nie będę chciała tam wracać. Powiedział, że chce, abym była u niego gosposią i od czasu do czasu zajęła się jego synem, bo jego żona często choruje. Uważałam, że to niebiosa mi go zesłały. Oczywiście zgodziłam się…i tak trafiłam do domu twojego dziadka.

- Jaka ciekawa opowieść. W gangsterskim stylu – zaśmiałam się

- Może tak, ale najważniejsze jest przesłanie, a brzmi ona tak, że czasem warto podjąć ryzyko i wyrwać się z utartego schematu i poszukać czegoś nowego – uśmiechnęła się gosposia

- Masz rację, Martho. Dziękuję.

- Nie ma za co, ptaszynko…wychowałam twojego ojca, wychowałam ciebie…jesteś dla mnie jak wnuczka. Zawsze jestem po twojej stronie i będę cię wspierać – pocałowała mnie w czoło – A teraz bierzmy się do pracy, bo mamy jeszcze dużo do zrobienia, żeby doprowadzić ten pokój do porządku.

- Pomożesz mi? – ucieszyłam się

- Przeciwstawiłaś się tej wypudrowanej pannie Crowley! Zasługujesz na moją pomoc. Już dawno miałam ochotę tak ją wziąć  i ścisnąć jak mokre prześcieradło…och, takiej to by się przydało porządne wychowanie – zmarszczyła śmiesznie czoło, a ja zaczęłam się śmiać

***

Z pomocą Marthy sprzątnie pokoju poszło dwa razy szybciej. Pod koniec byłam już tak zmęczona, że nie pamiętam jak się umyłam, przebrałam w piżamę i utonęłam w moim miękkim łóżku. Zasnęłam od razu i spałam dość twardo, dlatego prawie krzyknęłam, gdy ktoś gwałtownie wyrwało mnie ze snu. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się w około. W ciemnościach dostrzegłam zarysy postaci ojca, który siedział na brzegu mojego łóżka jak przyczajona pantera. Wyprostowany i czujny do skoku. Jego ciemne oczy, tak podobne do moich przerażały mnie w tych egipskich ciemnościach.

- Ach to ty tato… – westchnęłam w końcu, żeby przerwać tą ciężką ciszę. Odgarnęłam grzywkę z twarzy i odrzuciłam kołdrę. – Która godzina?

- Około trzeciej nad ranem… – mruknął od niechcenia

- Dopiero teraz wróciłeś z pracy? – ziewnęłam

- Tak – odparł cicho po chwili, nie odrywając wzroku od swoich dłoni

- Nie powinieneś tyle siedzieć w biurze nad dokumentami. Musisz o siebie dbać – znowu ziewnęłam

- Muszę dbać o interesy, Lana – powiedział, przytulając mnie w niedźwiedzim uścisku – Jak tam pierwszy dzień w szkole? Auto dobrze się sprawuje?

- Naprawdę obudziłeś mnie o trzeciej nad ranem, żeby o to zapytać? – zmarszczyłam brwi, ale ojciec wyglądał na poważnego. Cóż, powinnam się cieszyć, że w końcu znalazł dla mnie czas – W szkole tak sobie…chyba pokłóciłam się ze znajomymi. Za to porsche jeździ jak marzenie. – uśmiechnęłam się

- Twoja matka mówiła mi, że byłaś już na wagarach.

- Ach to…przepraszam, to już więcej się nie powtórzy – przygryzłam wargę

- Wcześniej też tak mówiłaś – zauważył z przekąsem

- Ale teraz to się zmieni tatusiu, obiecuję – spojrzałam mu prosto w oczy – Już nie będę wagarować, imprezować i…robić innych głupich rzeczy.

- Włączając w to jazdę jak pirat drogowy? – zachichotał

- Skąd o tym wiesz? – zdziwiłam się

- Widzę więcej niż myślisz – dotknął mojego nosa palcem wskazującym – To dobrze, że znowu będziesz grzeczną dziewczyną. Zobaczymy na jak długo…o to pokłóciłaś się z Sarą, prawda?

- No nie…skąd o tym wiesz? Zadzwoniła do ciebie? – oburzona odsunęłam się od ojca

- Do starego Crowleya, a on przyszedł do mnie – tata oparł się plecami o zagłówek łóżka, splótł dłonie i ułożył je na brzuchu. Jego wzrok mówił, że coś przeskrobałam.

- Aha…zaczyna się robić ciekawie – chrząknęłam

- Pan Crowley powiedział, że spoliczkowałaś Sarę przy znajomych. Czy to prawda?

- Ja tylko jej oddałam. Ona zaczęła – broniłam się bez sensu

- Lana, nie ważne kto zaczął, ważne, co ty zrobiłaś – zacmokał

- Tato, wiesz co ona zrobiła? Zaprosiła znajomych do naszego domu i powiedziała, że to ja urządziłam tą imprezę. To przez nią poszłam dziś na wagary. Ona się mści, bo ja już nie chodzę tak jak mi zagra… – mówiłam rozżalona. Ojciec poruszył się niespokojnie.

- Rozumiem to kochanie, ale jutro…musisz przeprosić Sarę – oświadczył

- Co?! Chyba żartujesz! Nigdy! – krzyknęłam, a ojciec niespodziewanie złapał mnie za nadgarstki – No chyba, że ona przeprosi mnie pierwsza… – dodałam ciszej

- Nie, ty przeprosisz ją pierwsza – powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu

- Tato…czy ty nie słuchałeś tego, co do ciebie powiedziałam? Ona się na mnie mści, bo już jej nie słucham. I nie mam zamiaru słuchać!

- Nie rozumiem. Byłyście najlepszymi przyjaciółkami. Pewnie pokłóciłyście się o jakąś drobnostkę i po paru dniach zapomnicie o całej sprawie…nie można tego przyspieszyć? Zawsze mówię, że mądry człowiek pierwszy wyciąga rękę do zgody.

- Wcale tak nie mówisz – żachnęłam się

- To teraz tak mówię. To będzie moje motto przewodnie – czułam, że traci cierpliwość – Czemu nie możesz jej przeprosić? Chcesz w jednej chwili zniszczyć wieloletnią przyjaźń?

- A może to od początku nie była przyjaźń? – zazgrzytałam zębami

- Nie ważne, co to było. Po prostu ją przeproś – zażądał

- Nie. Nie mogę…po tym wszystkim, co zrobił… – zaczęłam kręcić głową

- Lana, wiem, że nie rozumiesz pewnych rzeczy, ale pan Crowley jest bardzo bogaty i wpływowy – ojciec wziął moją twarz w swoje duże dłonie – Bardziej niż my. I zna wielu ludzi, którzy mogli by zaszkodzić tatusiowi, rozumiesz? – mówił do mnie jak do małej dziewczynki

- Czemu mieszasz moje życie z twoimi interesami? – jęknęłam, przypominając sobie rozmowę z mamą

- Nie mieszam! – krzyknął, ale wziął głęboki oddech i szybko się uspokoił – nie…ale byłoby cudownie gdyby moja najdroższa księżniczka chciała pomóc tatusiowi. – uśmiechnął się czarująco – Wiesz, że każda córeczka jest oczkiem w głowie swojego tatusia, tak?

- Co ty nie powiesz? – chrząknęłam, zastanawiając się usilnie, jak mam mu odmówić, żeby do reszty nie stracił cierpliwości

- Stary Crowley kocha swoją córkę i nie pozwoli, żeby włos jej spadł z głowy. Zniszczy każdego, kto ośmieli się ją skrzywdzić. Zaczynasz wojnę z niewłaściwym człowiekiem, Lana.

- Jaką wojnę? Po prostu nie chcę się więcej przyjaźnić z tą żmiją…

- A, a, a – tata uniósł palec do góry – właśnie, że chcesz – dotknął mojego nosa – Dlatego jutro rano przeprosisz Sarę i pojedziecie na zakupy, do kina czy gdzie wy tam chodzicie…dam ci nawet pieniądze, kup sobie coś ładnego – sięgnął do kieszeni

- Nigdzie z nią nie pójdę. To koniec – odsunęłam się od ojca

- Pójdziesz i znowu będziecie przyjaciółkami! – ryknął, a ja przestraszona objęłam się ramionami. Tata jeszcze nigdy na mnie tak nie krzyczał – Przepraszam kochanie – wyciągnął rękę, żeby mnie pogłaskać, ale odsunęłam się dalej. – Dobrze, nie mam zamiaru wprowadzać cię w interesy, ale musisz wiedzieć tylko tyle, że mam nóż na gardle, a Crowley może mi pomóc finansowo. Przez twój dzisiejszy numer nasza współpraca wisi na włosku, więc staniesz na głowie, żeby to naprawić – wstał z łóżka, a światło księżyca wpadające przez otwarty taras w końcu go oświetliło

- Tato, skąd masz te siniaki? – wytrzeszczyłam oczy

- Poszedłem z kolegami do baru, wywiązała się mała bójka… – pomasował skronie – Nie ważne. Jutro rano przeprosisz Sarę Crowley za swoje zachowanie i nie chcę więcej słyszeć o tej sprawie – powiedział niskim, nieprzyjemnym głosem nieznoszącym sprzeciwu. Przeszedł mnie dreszcz. W taki sam sposób odezwał się wtedy do Swena, gdy wychodzili po kolacji. Wtedy po raz pierwszy miałam wrażenie, że należy się go bać…teraz to uczucie było jeszcze silniejsze. Powoli pokiwałam głową. – Grzeczna dziewczynka – ojciec uśmiechnął się i pocałował mnie w czubek głowy – Śpij dobrze – dodał i cicho jak kot wymknął się z pokoju

Położyłam się, ale już nie mogłam zasnąć. Czy tata zawsze był taki apodyktyczny? Nie tak go zapamiętałam. Może dlatego, że zawsze robiłam to, co chciał. To niesamowite jak ludzie potrafią się przeistoczyć w potwory, gdy sprawy nie układają się po ich myśli…szkoda, że nie ma to Rose. Ona zawsze wie co robić. Zwinęłam się w kłębek myśląc o moich przyjaciołach. Bez nich czułam się bezbronna.

***

Usnęłam drugi raz jakieś pół godziny przed budzikiem. Niewyspana i z bólem w kościach zwlokłam się z łóżka. Ubrałam się w strój, który kupiłam wczoraj w sklepie i zeszłam na śniadanie. Mamy i taty już nie było, ale niezawodna Martha jak zwykle przygotowała mi ciepłe mleko z płatkami owsianymi. Wszyscy chwalili mnie, że ładnie dziś wyglądam, ale nie miałam jakoś nastoju na dłuższe rozmowy. Denerwowałam się przed rozmową z Sarą. Na lekcjach też nie mogłam się skupić. Fakt, że jej towarzystwo ostentacyjnie mnie ignorowało, nie uszło uwadze innych uczniów, którzy zawzięcie o mnie plotkowali i snuli domysły, co się stało. Tylko Sara była podejrzanie zadowolona. Oczywiście wiedziała, że jej ojciec zrobił mojemu niezłą awanturę i spokojnie czekała, kiedy zacznę ją błagać o wybaczenie. Pewnie była na to doskonale przygotowana. Przetrzymałam ją aż do przerwy obiadowej. Wzięłam głęboki wdech i weszłam na stołówkę. Momentalnie wszyscy zaczęli mnie obserwować. Starałam się patrzeć przed siebie. Szłam prosto do celu, do stolika „pięknisiów”. Natasha i Jennifer od razu mnie zauważyły i pochyliły się do Sary oznajmić jej, że się zbliżam. Moje serce przyspieszyło i czułam dudnienie w uszach. W końcu zatrzymałam się przed dawnymi znajomymi. Teraz już nikt nawet nie ukrywał, że gapi się na tą niecodzienną scenkę.

- Saro – zaczęłam słabym głosem

Chłopcy, Jade i Elena  przyjęli bojowe postawy, czekając na najmniejszy znak od liderki, że mogą się mną zająć. Doskonale znałam hierarchię. To obrzydliwe. Wytresowała ich jak prywatnych ochroniarzy.

- Lano – Sara powoli efektownie obróciła się na ławce, żeby na mnie spojrzeć – Chciałaś coś jeszcze dodać po wczorajszym spotkaniu?

- Chciałam…chciałam cię… – przygryzłam wargę. Robiłam to wbrew sobie i słowa nie mogły mi przejść przez gardło. Najchętniej walnęłabym ją w tą uśmiechniętą, wymalowaną gębę, ale musiałam się opanować. Cokolwiek robisz, rób to z dumną. Nie pokazuj im, że mają cię w garści. Tego nauczyłam się na wakacjach.Podniosłam więc głowę i odważnie spojrzałam jej w oczy. Powiem to. – Chciałam cię przeprosić za to, jak wczoraj cię potraktowałam.

- Och…jakie to miłe z twojej strony – mruknęła z przekąsem Sara – Nie spodziewałam się tego.

- Co ty nie powiesz? – na moich ustach zaigrał cień kpiącego uśmiechu. Sara go zobaczyła i od razu zmieniła nastawienie.

- Nie sądziłam, że zdobędziesz się na odwagę, żeby mnie przeprosić i przyznać, że jesteś kłamczuchą – założyła nogę na nogę i oparła się plecami o stół

- Że co… – zamrugałam

- Chciałaś przeprosić, że jesteś kłamczuchą, ponieważ zaprosiłaś wszystkich na imprezę, a potem udawałaś, że nie masz pojęcia o czym mówię. – spojrzała jakby rzucała mi wyzwanie

- Tak – odparłam po chwili wypranym z emocji głosem

- I przyznajesz, że z premedytacją wyrzuciłaś nas wszystkich zamiast nas przeprosić za swoje zachowanie. Przepraszasz, że mnie uderzyłaś i obraziłaś, bo po prostu jesteś zazdrosna, że nigdy nie będziesz wyglądała tak jak ja.

- Tak – z trudem wytrzymałam jej wzrok

- I przyznajesz, że kłamałaś, gdy mówiłaś o tym jak zaciągnęłam Bill do łóżka na imprezie.

- Tak.

- Świetnie, bo ty to zrobiłaś – Sara bawiła się coraz lepiej. Wiedziała, że w tej sytuacji może mi wcisnąć wszystko co chce, a ja i tak będę musiała się na to zgodzić. Z trudem powstrzymałam łzy. – A powiedziałaś to tylko dlatego, że dowiedziałaś się, że ja i Tom się całowaliśmy i jesteśmy parą – wzięła swoją dietetyczną colę

- Ty i Tom? – prychnęłam zaskoczona. Idiotka…myślała, że to mnie zaboli. Wiedziała, że od dawna podkochuję się w Tommym i marzyłam o tym, żeby mnie pocałował, ale byłam zbyt nieśmiała, żeby do niego zagadać. Może kiedyś by mnie to zraniło, ale po tym jak poznałam Willa…zapomniałam o Tomie.

- Tak czy nie? – z roztargnieniem oglądała swoje długie, szponiaste paznokcie

- Tak – zazgrzytałam zębami

- I nic z tego, co o mnie powiedziałaś nie było prawdą?

- Tak – westchnęłam zniecierpliwiona

- Dobrze – uśmiechnęła się słodko – Wybaczam ci. Jesteś prawdziwą żmiją i zdzirą, ale ludziom powinno się wybaczać. Znaj moje dobre serce – wzruszyła lekko ramionami i oblała mnie colą. Zamrugałam oczami i zaskoczona cofnęłam się do tyłu. To wszystko? Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszyscy wrócili do przerwanych rozmów. No tak, królowa osiągnęła swój cel. Upokorzyła mnie przed całą szkołą. Tom podniósł się z ławki i podał mi serwetki, ale Sara złapała go za rękę.

- Idź stąd – powiedziała do mnie spokojnie

- Słucham? Przecież powiedziałaś, że mi wybaczyłaś…

- Ale kara musi być – nie ustępowała – Już nie siedzisz przy naszym stole. Do odwołania.

- Spadaj Shylund, mam ci to przeliterować? – warknął David, podnosząc się ze swojego miejsca

- Nie kłopocz się, bo dobrze wiemy, że i tak tego nie potrafisz – burknęłam i nie czekając na odpowiedź wyszłam ze stołówki.

Poszłam do łazienki, żeby obmyć się z lepiącej coli. Nie miałam innego wyjścia jak przebrać się w stój od zajęć sportowych. Dobrze, że za godzinę mamy lekcję, bo wyszłabym na jeszcze większą idiotkę. Spojrzałam na siebie w lustrze. O dziwo nie chciało mi się płakać ani nie miałam zamiaru krzyczeć. Cała ta sytuacja była mi podejrzanie obojętna. Szkoda mi było tylko nowych ciuchów. Nawet nie chciałam się zemścić. Poczułam…ulgę. Tak, ulgę! Teraz już wszyscy wiedzą, że ja nie przyjaźnię się z Sarą Crowley, a to otwiera mi furtkę do bycia sobą. Do bycia prawdziwą Laną. W końcu będę robiła to co chcę i będę się przyjaźniła z ludźmi, których lubię. Uśmiechnęłam się. Poczułam jak z ametystowej opaski na ramieniu rozchodzi się przyjemne ciepło, a w głowie usłyszałam echo głosu Alex „Dobrze Lana, pokaż mi, że jesteś dzielna”. Teraz tylko muszę znaleźć moich kolorowych, nietypowych znajomych i sprawdzić, czy uda mi się ich przeprosić, bo na ich wybaczeniu naprawdę mi zależało.

***

Do końca dnia chodziłam w białej sportowej podkoszulce i krótkich czarnych spodenkach do ćwiczeń. Ku mojej uldze nikt nie zwrócił na to specjalnej uwagi. Pewnie dlatego, że w Kalifornii jest gorąco i mnóstwo uczniów ubiera się tak na co dzień. Szukałam moich kolorowych znajomych ze stołówki, ale nigdzie nie mogłam na nich trafić. W końcu przed ostatnią lekcją poddałam się. Jednak kiedy szłam do szafki wymienić książki, w końcu ich zobaczyłam. Ashley i Kevin stali niedaleko mnie i również zabierali książki ze swoich szafek. Teraz albo nigdy. Odchrząknęłam, założyłam włosy za ucho i podeszłam do nich cała w nerwach.

- Cześć – zagadnęłam nieśmiało

Ashley drgnęła zaskoczona i obróciła się powoli. Kevin wytrzeszczył na mnie oczy i prawie upuścił swój plecak obklejony plakietkami ze zlotów fanów gier i komiksów.

- Cz-cześć, a co ty tu robisz? – wydukał chłopak

- Właściwie tu chodzę tu do szkoły – zaśmiałam się nerwowo i podrapałam się po karku. Chciałam rozładować atmosferę, ale chyba jeszcze bardziej ich speszyłam, bo zaczerwienili się i odwrócili wzrok. Pewnie myślą, że się z nich nabijam.

- Przepraszam za to, co się stało wczoraj na stołówce – powiedziałam poważnie. Spojrzeli na mnie, jakby nie wierzyli mi.

- To nie twoja wina – odezwała się po chwili Ashley – Sara do ciebie podeszła i zabrała cię – wzruszyła ramionami, jakby to było normalne

- Nie, mam za co przepraszać. Nie przedstawiłam się tak, jak należy. Nie wiedzieliście, że rozmawiacie z Laną Shylund, a ja usiadłam z wami, bo nie chciałam, żeby chłopaki mnie zauważyli. – wyznałam – Gdybyście wiedzieli kim jestem, pewnie nie chcielibyście ze mną rozmawiać – prychnęłam

- Pewnie nie… – powiedział Kevin, powoli kiwając głową

- I wcale się wam nie dziwię. – dodałam szybko – Byłam okropna, naprawdę. Sama bym ze sobą nie chciała rozmawiać jeszcze dwa miesiące temu… – nie mogłam przestać mówić

- Dlaczego nie chciałaś, żeby twoi przyjaciele cię wczoraj poznali? – przerwała mi spokojnie Ashley – Ubrałaś się tak specjalnie, żeby cię nie poznali, prawda? – spojrzała na mnie poważnie tymi swoimi wielkimi, łagodnymi oczami

- Tak – przełknęłam ślinę – Ja…może mi nie uwierzycie, ale zmieniłam się przez te wakacje. Dużo rzeczy zrozumiałam i już nie chcę być z nimi. Nie chcę być taką osobą – zmarszczyłam brwi

- Widzieliśmy przedstawienie Sary na stołówce – powiedział po chwili Kevin – I to jak oblała cię colą.

- Tak…cała Sara. Wczoraj powiedziałam jej parę słów za dużo i to jest jej słodka zemsta – przygryzłam wargę

- Przeprosiłaś ją i przyznałaś się, że to twoja wina – nie ustępował Kevin

- Nie miałam wyjścia – zacisnęłam usta – ale już się z nią nie przyjaźnię.

- Zmusiła cię do tego? – szepnęła Ashley

- Coś w tym stylu – mruknęłam. Kevin nie wyglądał na przekonanego, ale ona od razu mi wybaczyła.

- Przykro mi, że tak cię urządziła. Chcesz, żebym ci pożyczyła bluzę? Twoje rzeczy są pewnie całe mokre – zaproponowała

Zanim cokolwiek odpowiedziałam, ktoś uderzył ręką w szafkę tuż obok mojego ucha. Podskoczyłam w miejscu.

- Co ty tu robisz? – syknęła Caroline – Masz tupet…

- Caro, ona chciała tylko przeprosić – zaoponowała Ashley

- I ty jej uwierzyłaś? – zakpiła Caroline – Jesteś bardziej naiwna niż myślałam.

- To prawda! Naprawdę mi głupio, że tak wyszło…

- Głupio ci? – parsknęła Caroline – Po co to robisz Shylund? Wysłali cię tutaj jako szpiega? Żebyś zdobyła nasze zaufanie, wyciągnęła od nas informacje, a potem ośmieszysz nas przed całą szkołą, tak?

- Nie, dlaczego miałabym to robić! – zmarszczyłam brwi

- Bo do tej pory tak robiliście! Bo tak działa Sara! Zresztą sama się o tym dziś przekonałaś – uśmiechnęła się wrednie – I wcale nie jest mi ciebie żal. Dobrze ci tak. – skrzyżowała ręce i spojrzała na mnie wyzywająco. Nienawidziła mnie.

- Nie przyjaźnię się z Sarą ani jej bandą – westchnęła

- Od kiedy?! – zaśmiała się Caroline – Zawsze chodzisz za nią jak cień.

- Lana mówiła, że chce się zmienić – powiedziała cicho Ashley

- Ash, ona przeprosiła tą lalunię przy całej szkole, a ona jej wybaczyła. Nic się nie zmieni – warknęła Caroline

Kevin i Ashley popatrzyli na mnie jak zbite szczeniaki. Uwierzyli Caroline. Wszystko przepadło. W sumie czemu niby mieliby mi wierzyć. Zraniłam ich. Wyśmiewałam się z nich tak jak Sara i do niedawna byłam w jej bandzie. Słowami nic tu nie wskóram. Tylko czyny mogą im udowodnić, że naprawdę się zmieniłam.

- Chodź Shylund, przejdziemy się na do klasy – Caroline niespodziewanie złapała mnie za ramię i pociągnęła za sobą

- Caroline, tylko spokojnie, proszę! – pisnęła Ashley

- Nie bój się Ashley, mam hiszpański razem z panną Shylund. Nic jej nie zrobię – poklepała mnie zbyt mocno po plecach i uśmiechnęła się do przyjaciół – Idźcie już na swoje lekcje.

Kevin i Ashley wolno ruszyli w przeciwną stronę, co chwila oglądając się za siebie. Z twarzy Caroline nie schodził sztuczny uśmiech, ale gdy tylko ta dwójka zniknęła za zakrętem, wbiła mnie w drzwi szafki. Jęknęłam cicho, czując jak w tył głowy wbija mi się kłódka. Ma dziewczyna siłę…

- Posłuchaj Shylund, bo powiem to tylko raz. Zostaw w spokoju moich przyjaciół – syczała – Nie mieszaj im w głowach. Kocham im. To jedne bliskie mi osoby, więc jeśli ich skrzywdzisz, to nie ręczę za siebie. A uwierz mi, że powinnaś się bać, bo nie zawaham się zrobić ci krzywdy. Powiedz Crowley, że już nigdy więcej nie zrobi z nas pośmiewiska.

- Sama jej to powiedz. Ja już z nią nie gadam… – warknęłam, ale Caroline mocniej przyszpiliła mnie do szafki

- Zrozumiałaś, co mówiłam? – zapytała spokojnie

- Tak – syknęłam przez zeby

- Świetnie – puściła mnie, a ja wzięłam głęboki oddech. Zadzwonił dzwonek. W samą porę… – Do zobaczenia na hiszpańskim, Shylund – uśmiechnęła się krzywo i ruszyła przed siebie korytarzem, głośno tupiąc swoimi glanami.

Wzięłam kilka głębokich wdechów, żeby się uspokoić i ruszyłam za nią.

- Lana!

Odwróciłam się zaskoczona. Do klasy biologicznej wchodziła Sara. Zmrużyłam oczy.

- Widzimy się wieczorem na imprezie u Billa, tak kochana? – zaćwierkała słodka

Zatkało mnie. Nie mogłam odmówić, bo patrzyło na nas wiele osób. Crowley nie odpuszcza…to oznacza, że szykuje dla mnie coś jeszcze w ramach słodkiej zemsty.

- Dobrze się bawisz, Sara? – prychnęłam

- O tak…dawno tak dobrze się nie bawiłam, Lana – puściła do mnie oko i weszła do klasy

Zostałam sama na korytarzu z myślą, że ten dzień nie skończy się tak szybko jak bym chciała, a przez żądanie ojca stałam się nową zabawkę w rękach okrutnej, rozpieszczonej nastolatki. Lepszego początku szkoły nie mogłam sobie wyobrazić…

 

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Weronika

    23 stycznia 2017 o 22:56

    Podziwiam cię..skąd ty bierzesz takie zajebiste pomysły? Po prostu wow…aż ciężko mi ubrać w słowa to co czuję…jest mi tak cholernie żal Lany…szkoda, że są to tylko opowiadania ( jak dla mnie zawsze krótkie i chce wiecej XD) pojawiające się teraz kilka razy w tygodniu lub raz na tydzień…zazwyczaj jak czytam książki średnio po 300 stron to od razu ”pochłaniam” całą więc zawsze jestem mega rozczarowana jak przewinę stronę w dół a tam koniec…nie mówię, że masz pisać codziennie i nie wiadomo jak długie te opowiadania bo i tak zawsze będzie mi mało a lepiej przez kilka dni napisać porządne opowiadanie niż takie sobie. A w twoich zawsze jest coś ciekawego nigdy nie są to jakieś nudne rozdziały opisujące coś zwykłego, za to też bardzo cię cenię, bo czyałam takie blogi i opowiadania gdzie, niektóre wpisy były nudne i tak naprawdę nie opisywały nic konkretnego. Zatem jak zawsze czekam na kolejne ;) .